Czerniowce i Bukowina: literacka Ukraina między Wschodem a Zachodem

0
78
3/5 - (1 vote)

Czerniowce i Bukowina – gdzie właściwie trafiasz?

Geografia i granice, które często się przesuwały

Bukowina leży na styku Karpat i naddniestrzańskich równin. To region, w którym góry schodzą łagodnie ku dolinom Prutu i Seretu, a krajobraz przechodzi od lasów bukowych (stąd nazwa: kraina buków) do szerokich pól i miasteczek z niską zabudową. Administracyjnie północna część Bukowiny należy dziś do Ukrainy (obwód czerniowiecki), a południowa do Rumunii (okręg Suczawa). Dla podróżnika ważne jest jedno: formalna granica państwowa tnie region, który kulturowo i historycznie był przez stulecia całością.

Położenie Bukowiny między Karpatami a Naddniestrzem sprawiło, że przez wieki pełniła funkcję „miękkiej strefy” między imperiami. Z zachodu i północy napierały wpływy habsburskie i polskie, z południa – wołosko-rumuńskie, a z wschodu – ruskie, a później rosyjskie. To nie był obszar monumentalnych twierdz i wielkich stolic, lecz raczej teren, po którym przesuwały się linie frontów, administracji i języków, pozostawiając po sobie warstwy tożsamości.

Historia zmian granic Bukowiny mogłaby być osobnym thrillerem politycznym. Region znajdował się w granicach hospodarstwa mołdawskiego, od końca XVIII wieku został wcielony do monarchii Habsburgów jako osobna koronna prowincja, po I wojnie światowej przypadł Rumunii, w 1940 roku północna część trafiła do ZSRR, po krótkiej rumuńsko-niemieckiej okupacji wróciła do radzieckiej Ukrainy, a od 1991 roku leży w granicach niepodległej Ukrainy. Każda z tych zmian zostawiała ślad w języku ulic, strukturze społecznej i, co najważniejsze dla miłośnika literatury, w tekstach pisarzy.

Podział na Północną (ukraińską) i Południową (rumuńską) Bukowinę oznacza w praktyce dwie różne rzeczywistości administracyjne, ale wciąż pokrewne krajobrazy kulturowe. Po stronie ukraińskiej centrum stanowią Czerniowce i mniejsze miasta jak Wyżnica czy Sadhora. Po stronie rumuńskiej – Suczawa, Rădăuți, Gurie Humorului. Dla podróżującego śladem literatury ma to dwie konsekwencje: trzeba pilnować dokumentów na granicy państwowej i jednocześnie być gotowym na to, że te same nazwiska, miejsca i motywy pojawiają się w różnych językach – ukraińskim, rumuńskim, niemieckim, jidysz czy polskim.

Czerniowce – miasto, które lubi mieć kilka imion naraz

Miasto, które dziś na mapach figuruje jako Czerniwci, w historii i literaturze występuje pod całą kolekcją nazw: Czernowitz (niem.), Czerniowce / Czerniowcy (pol.), Cernăuți (rum.), Чернівці (ukr.), טשערנאָוויץ (jidysz). Każda forma to nie tylko inny alfabet, ale też inne wspólnoty, które uznawały miasto za swoje. Dla jednych było to „Czernowitz – mały Wiedeń Wschodu”, dla innych „Cernăuți – perła rumuńskiej Bukowiny”, dla kolejnych „Чернівці – ukraińskie miasto uniwersyteckie”.

Wrażenie przy pierwszym spacerze bywa zaskakujące. Z jednej strony fasady przypominające Lwów – secesyjne ornamenty, kolorowe tynki, dawne kamienice kupców. Z drugiej – szerokie perspektywy i symetria austriackiego urbanizmu bardziej kojarzą się z Wiedniem czy Grazem niż stereotypową „wschodnią” Ukrainą. Gdzieniegdzie miga rumuńska estetyka małych willi z werandami, a dalej – bloki z późnego ZSRR, które literackiego nimbu może nie mają, ale świetnie pokazują kolejną warstwę miejskiej historii.

Określenie „mały Wiedeń na Wschodzie” pojawia się często w przewodnikach i tekstach wspomnieniowych dawnych mieszkańców. Nie chodzi tylko o architekturę. To także model życia: kawiarnie, gazety, teatr, uniwersytet, poczucie bycia częścią habsburskiej Mitteleuropy, nawet jeśli geograficznie to już prawie wschód kontynentu. Mieszkaniec Czerniowców mógł jednego dnia rozmawiać po niemiecku w urzędzie, po ukraińsku lub rumuńsku w domu, po polsku z sąsiadem i po jidysz w kawiarni pełnej żydowskich pisarzy. To idealne środowisko dla literatury – językowej i tożsamościowej żonglerki.

Czerniowce nie są kopią Lwowa ani miniaturą Wiednia. W przeciwieństwie do Lwowa, w okresie habsburskim dominowała tam społeczność żydowska i niemieckojęzyczna, a w późniejszym czasie rumuńska administracja. W przeciwieństwie do Wiednia, to miasto zawsze żyło z pełną świadomością peryferyjności – bycia „na skraju”. Z tej pozycji wyrastają literackie głosy, które potrafią jednocześnie kochać i kpić z „wielkich centrów”, co pięknie widać u Paula Celana czy w niemieckojęzycznej prozie bukowińskiej.

Zimowy widok na diabelski młyn Podil i historyczne centrum Kijowa
Źródło: Pexels | Autor: Nadin Nandin

Bukowina jako most między Wschodem a Zachodem

Habsburska „szkatułka” na skraju imperium

W ramach monarchii austro-węgierskiej Bukowina była niewielką prowincją, ale zaskakująco uprzywilejowaną. W 1875 roku w Czerniowcach powstał uniwersytet – najmłodszy z klasycznych uniwersytetów habsburskich. Dla niewielkiego regionu górskiego był to awans symboliczny: z peryferyjnego pogranicza Mołdawii przemienił się w „szkatułkę” o statusie intelektualnego centrum. Uniwersytet przyciągał profesorów z Wiednia, Pragi czy Lwowa, razem z nimi przyjeżdżały nowe książki, idee, spory filozoficzne.

W administracji i wojsku obowiązywał niemiecki jako język urzędowy, ale codzienność była polifoniczna. Urzędnik mógł pisać raport po niemiecku, rozmawiać z petentem po rumuńsku, a wieczorem uczestniczyć w dyskusji literackiej prowadzonej po niemiecku z wtrętami jidysz. Żołnierze pochodzili z całego imperium, więc ulice Czerniowców bywały pełne mundurów i gwaru najróżniejszych dialektów. Ten miks dawał poczucie zakorzenienia w „wielkiej” politycznej strukturze przy jednoczesnej lokalnej specyfice.

Habsburska biurokracja ze swoją miłością do pieczęci, regulaminów i formularzy zderzała się tu z lokalną kulturą ludową: ukraińskimi i rumuńskimi pieśniami, żydowskimi tradycjami religijnymi, prawosławnymi i greckokatolickimi obrzędami, rumuńskimi zwyczajami świątecznymi. Literatura bukowińska często pokazuje ten kontrast – eleganckiego urzędnika w cylindrze i chłopa w opinaczach, którzy stoją w tym samym korytarzu. Zderzenie patosu imperium z prozą życia prowincji rodziło naturalną ironię i dystans do wielkich słów.

Nieprzypadkowo w opisach Bukowiny pojawia się określenie „laboratorium Mitteleuropy”. Tutaj testowano, czy możliwe jest pokojowe współistnienie tylu grup etnicznych pod jednym politycznym dachem. Dla współczesnego czytelnika to także metafora szerszego doświadczenia Europy Środkowo-Wschodniej: życie między centrum a peryferiami, między Zachodem a Wschodem, między ideologiami a codziennością.

Mozaika narodów i religii

Skład etniczny i wyznaniowy Bukowiny przypominał żywą mozaikę. Ukraińcy (Rusini) dominowali na wsi i w górskich częściach regionu, Rumuni – w południowych i środkowych rejonach, Żydzi – w miastach, zwłaszcza w Czerniowcach, gdzie przed II wojną światową stanowili znaczący odsetek mieszkańców. Do tego dochodzili Niemcy (zarówno urzędnicy, jak i koloniści chłopscy), Polacy (często w administracji i zawodach inteligenckich), Ormianie (kupcy), Romowie oraz inne mniejsze grupy.

Świątynie tworzyły rodzaj przestrzennego archiwum wielokulturowości. W Czerniowcach do dziś można zobaczyć:

  • cerkwie prawosławne i greckokatolickie związane z ludnością ukraińską i rumuńską,
  • kościół rzymskokatolicki, w którym modlili się Polacy i Niemcy,
  • zabytkową cerkiew ormiańską, będącą śladem obecności ormiańskich kupców,
  • pozostałości dawnej synagogi (w części zniszczonej i przebudowanej w czasach radzieckich),
  • cmentarze – osobne żydowskie, prawosławne, katolickie.

Spacer po tych nekropoliach to lekcja historii bez podręcznika. Nagrobki z niemieckimi inskrypcjami stoją obok tych z napisami po hebrajsku, po rumuńsku i po ukraińsku. Widać zmieniające się nazwiska, daty skorelowane z wojnami, symbole religijne różnych obrządków. Dla kogoś, kto jedzie tu śladem literatury, cmentarze są równie ważne jak biblioteki – wielu pisarzy i poetów Bukowiny spoczywa właśnie tam.

W codziennym życiu ta mozaika przekładała się na wielojęzyczne szyldy sklepów, mieszane małżeństwa, złożone tożsamości. Dziecko mogło chodzić do szkoły niemieckojęzycznej, w domu mówić po jidysz, w sklepie używać rumuńskiego, a na targu dogadywać się po ukraińsku. Taki wielojęzyczny krajobraz sprawiał, że dla wielu autorów z Czerniowców sama kwestia języka stawała się tematem literackim – wybór, w jakim języku pisać, był decyzją polityczną, emocjonalną i estetyczną naraz.

Pogranicze w literaturze

Doświadczenie życia na pograniczu, gdzie państwa i armie się zmieniają, a miasto zostaje, przenika twórczość autorów związanych z Bukowiną. Wielu z nich w swoich tekstach wraca do motywów:

  • wykorzenienia – przymusowych migracji, wyjazdów, ucieczek przed frontami,
  • ironicznego stosunku do wielkich ideologii – nacjonalizmu, imperializmu, komunizmu,
  • czułości dla „małej ojczyzny” – konkretnych ulic, kawiarni, pejzaży, które przeżyły wszystkie zmiany flag,
  • języka jako schronienia i przekleństwa jednocześnie – wybór niemieckiego, rumuńskiego czy ukraińskiego jako języka pisania bywał brzemienny w skutki.

Paul Celan, być może najbardziej znany poeta z regionu, pisał po niemiecku – języku oprawców jego rodziny – ale zakorzenionym w bukowińskiej odmianie niemczyzny. Inni twórcy, jak Rose Ausländer, również wybierali niemiecki, podczas gdy ukraińscy pisarze z Czerniowców szukali sposobu, by wpisać miasto w narrację ukraińskiej literatury narodowej. Rumuńscy autorzy z południowej Bukowiny włączali region do historii „rumuńskiej prowincji” z własnymi legendami i mitami.

Dla czytelnika-podróżnika spotkanie z tą literaturą to szansa, by zobaczyć znane pojęcia – „Wschód”, „Zachód”, „Europa Środkowa” – z perspektywy konkretnej ulicy w Czerniowcach czy wsi w górach Huculszczyzny. Między teorią a praktyką jest różnica: kiedy stoisz na tych samych brukowanych chodnikach, którymi chodził Celan czy Ausländer, pojęcie „pogranicza” nagle przestaje być abstraktem z wykładu z kulturoznawstwa.

Panorama Lwowa z ratuszem i zabytkową zabudową z lotu ptaka
Źródło: Pexels | Autor: Yusuf Cap

Krótka historia Czerniowców w pigułce (z literackim zwrotem akcji)

Od zapomnianej prowincji do „metropolii” Bukowiny

Jeszcze przed końcem XVIII wieku Czerniowce były niewielkim, mało znaczącym miasteczkiem w granicach hospodarstwa mołdawskiego. Dopiero włączenie Bukowiny do monarchii habsburskiej (1775) i nadanie jej statusu odrębnej prowincji sprawiło, że miasto zaczęło rosnąć – politycznie, gospodarczo i kulturalnie. Władze Wiednia inwestowały w administrację, infrastrukturę i edukację, widząc w regionie strategiczny bufor na granicy z imperium osmańskim i rosyjskim.

Budowa linii kolejowej, która połączyła Czerniowce z Lwowem, a dalej z Wiedniem, była momentem przełomowym. Pociąg nie tylko dowoził towary, ale także gazety, książki, studentów, artystów. Wkrótce powstał teatr miejski – scena, na której grywano repertuar niemiecki, rumuński, czasem polski. Teatr był jednym z kluczowych miejsc spotkań lokalnej inteligencji i zalążkiem życia literackiego, które potem rozkwitło w kawiarniach i redakcjach gazet.

Rok 1875 i utworzenie Uniwersytetu w Czerniowcach (dzisiejszy Czerniowiecki Uniwersytet Narodowy im. Jurija Fedkowycza) wprowadziły miasto do elitarnego grona uniwersyteckich ośrodków habsburskich. Studiowali tu przyszli prawnicy, nauczyciele, urzędnicy, lekarze, ale też poeci i eseiści. Już sama obecność wydziału filozoficznego i teologicznego tworzyła środowisko dyskusji, sporów, krytyki literackiej – wszystko to, co nadaje rytm życiu kulturalnemu miasta.

Między imperiami: XX wiek jako pasmo gwałtownych zwrotów

Jeśli XIX wiek był czasem „robienia kariery” przez Czerniowce, to XX wiek przypominał raczej huśtawkę nad przepaścią. Pierwsza wojna światowa przyniosła chaos i kilkukrotne zmiany władzy – przez miasto przechodziły różne armie, a granice na mapach częściej zmieniano niż pościel w hotelach przy dworcu. Upadek monarchii habsburskiej w 1918 roku sprawił, że Czerniowce znalazły się w granicach Rumunii, co pociągnęło za sobą zmianę języka administracji, programów szkolnych i symboli państwowych.

Dla mieszkańców oznaczało to nie tylko nowe pieczęcie na urzędowych dokumentach, lecz także przetasowania w hierarchii prestiżu. Jeszcze niedawno znajomość niemieckiego otwierała drzwi do kariery, teraz coraz bardziej liczył się rumuński. Część elity niemieckojęzycznej wyjechała, inni próbowali się dostosować – zmieniając język korespondencji, a czasem też literackiego debiutu. W kawiarniach wciąż rozmawiano po niemiecku i jidysz, lecz w szkołach coraz mocniej akcentowano „rumuński charakter” miasta.

Okres międzywojenny bywa w pamięci mieszkańców ambiwalentny: z jednej strony rozwój gospodarczy, nowe budynki i instytucje rumuńskie, z drugiej – narastający nacjonalizm, antysemityzm, napięcia między większością a mniejszościami. To właśnie wtedy dojrzewało pokolenie, które później doświadczyło najgorszego: Holocaustu i deportacji. W literaturze powojennej Czerniowce z lat 30. XX wieku często wracają jako utracone, kolorowe, nieco kiczowate, ale jednak „złote” miasto młodości – tym bardziej świetliste, im ciemniejsza była późniejsza historia.

Radziecka „normalizacja” i przerwana ciągłość

Drugi kluczowy zwrot nastąpił w 1940 roku, gdy na mocy paktu Ribbentrop–Mołotow północna Bukowina została zajęta przez Związek Radziecki. Po krótkim, dramatycznym interludium rumuńskim w czasie wojny (z towarzyszącymi mu deportacjami ludności żydowskiej) miasto zostało ostatecznie włączone do Ukraińskiej SRR. W praktyce oznaczało to rewolucję w strukturze społecznej – wielu dawnych mieszkańców już tu nie było: zginęli, zostali deportowani, wyemigrowali lub po prostu uciekli.

Radziecki system narzucał nowy kanon: socrealizm, język rosyjski jako narzędzie awansu, ideologiczną cenzurę. Dawna wielojęzyczna scena literacka przestała istnieć w dotychczasowej formie. Niemieckojęzyczni pisarze z Bukowiny pisali już najczęściej na emigracji, rumuńscy – po drugiej stronie nowej granicy, a ukraińscy autorzy próbowali odnaleźć się w ramach radzieckiej polityki narodowościowej, łączącej deklarowaną „wspierającą autonomię” z bardzo realną kontrolą i represjami.

Mimo wszystko także ten okres pozostawił po sobie ważne teksty. Pojawiają się wspomnienia i proza dokumentalna dotycząca wojny, powojennej transformacji, kolektywizacji wsi. W tle widać dobrze znany motyw: miasto, które trwa, choć nazwy ulic i języki szyldów zmieniają się jak w kalejdoskopie. Z radzieckiego czasu została także inna, bardziej materialna warstwa: przebudowy, pomniki, przemianowane place – dzisiaj czytelne jako kolejna „warstwa narracyjna” miasta, którą da się czytać podobnie jak dawne wiersze.

Czerniowce w niepodległej Ukrainie: powrót zapomnianych głosów

Po 1991 roku Czerniowce znalazły się w nowej rzeczywistości – w granicach niepodległej Ukrainy. Dopiero wtedy na szerszą skalę zaczęto mówić o mieście jako o dziedzictwie wielojęzycznym, nie wyłącznie „radzieckim” czy „ukraińskim”. Rozpoczął się powolny proces odzyskiwania pamięci o niemieckojęzycznych, żydowskich, rumuńskich i polskich twórcach. Na fasadach pojawiały się tablice pamiątkowe poświęcone Paulowi Celanowi, Rose Ausländer czy Gregorowi von Rezzoriemu, organizowano festiwale literackie, wznowienia dawnych tomików, konferencje.

Uniwersytet w Czerniowcach (im. Jurija Fedkowycza) stał się jednym z ośrodków badań nad dziedzictwem Bukowiny. Prowadzone są tu seminaria poświęcone literaturze niemieckojęzycznej regionu, przekłada się na ukraiński i inne języki dzieła autorów, których nazwiska długo nie mieściły się w oficjalnym kanonie. Dla studentów to szansa, by odkryć, że „ich” miasto było kiedyś ważnym punktem na literackiej mapie Europy – a nie tylko stolicą obwodu na dalekim zachodzie Ukrainy.

W życiu kulturalnym widać też nową energię: kluby literackie, małe wydawnictwa, spotkania autorskie. Współcześni ukraińscy pisarze i pisarki z Czerniowców świadomie wchodzą w dialog z tradycją bukowińską, czasem ją kontynuując, czasem ironicznie przełamując. W jednym z nowszych wierszy można trafić choćby na obraz: „Celan w kolejce do kasy w supermarkecie przy ulicy Haharina” – prosty, ale dość celny sposób pokazania, że legenda literacka jest tu naprawdę „za rogiem”, a nie w muzealnej gablocie.

Plac Niepodległości w Kijowie z historycznymi budynkami i przechodniami
Źródło: Pexels | Autor: Nextvoyage

Najważniejsi pisarze i poetki Czerniowców i Bukowiny

Paul Celan – poeta, który pisał „pod prąd” języka

Paul Celan (1920–1970), urodzony jako Paul Antschel w żydowskiej rodzinie w Czerniowcach, jest dziś jednym z najważniejszych poetów XX wieku. Pisał po niemiecku, choć jego rodzinnym krajobrazem był właśnie bukowiński tygiel języków. Wojna naznaczyła jego biografię w sposób definitywny: rodzice zginęli w obozach, on sam trafił do obozu pracy. Po wojnie wyjechał z miasta, mieszkał m.in. w Bukareszcie, Wiedniu, ostatecznie osiadł w Paryżu.

W jego poezji niemiecki staje się jednocześnie narzędziem i „oskarżonym na ławie”. Celan rozbija słowa, łączy je w nieoczywiste związki, tworzy neologizmy. Z pozoru lakoniczne wiersze są gęste od aluzji, symboli, zakodowanych wspomnień. Najsłynniejszy utwór, „Todesfuge” („Fuga śmierci”), opisujący doświadczenie Zagłady, powstał jeszcze w Bukareszcie, ale jest mocno zakorzeniony w bukowińskiej pamięci o zniszczonym świecie żydowskim. Czerniowce pojawiają się w jego twórczości rzadko z nazwy, lecz obecne są w krajobrazach, rytmach mowy, obrazach rzeki i peryferyjnego miasta.

Spacerując dziś ulicami Czerniowców, można łatwo odnaleźć ślady Celana: rodzinny dom (zwykle już z tablicą pamiątkową), miejsca związane z jego młodością, a także upamiętnienia w przestrzeni publicznej. Dla wielu współczesnych czytelników to właśnie on jest kluczem do zrozumienia, jak trauma XX wieku przeorała dawne „miasto kawiarń i poetów”.

Rose Ausländer – między niemczyzną, jidysz a Bukowiną

Rose Ausländer (1901–1988), poetka żydowskiego pochodzenia urodzona w Czerniowcach, jest drugim – obok Celana – najważniejszym nazwiskiem bukowińskiej poezji niemieckojęzycznej. Pisała po niemiecku, ale w jej biografii ważną rolę odgrywało także jidysz i angielski (spędziła wiele lat w USA). Żyła pomiędzy kontynentami, podobnie jak pomiędzy językami, jednak w wierszach często wracała do obrazu rodzinnego miasta nad Prutem.

Jej poezja jest bardziej komunikatywna niż hermetyczne teksty Celana, lecz równie przejmująca. Tematy: utrata domu, emigracja, pamięć o zamordowanych bliskich, próba odbudowania własnej tożsamości po katastrofie. Bukowina pojawia się jako „mała ojczyzna”, która istnieje już bardziej w słowie niż na mapie – miasto, którego konkretne ulice zamieniają się w uniwersalne symbole. Można ją czytać jako przewodniczkę po emocjonalnej geografii Czerniowców: od dziecięcych wspomnień po dojrzałą refleksję nad przemijaniem.

Gregor von Rezzori – ironiczny kronikarz Mitteleuropy

Gregor von Rezzori (1914–1998), urodzony w Czerniowcach pisarz, eseista i scenarzysta, zasłynął jako jeden z najbardziej błyskotliwych ironistów Europy Środkowej. Pisał głównie po niemiecku, choć jego biografia obejmuje Rumunię, Włochy, Austrię i Niemcy. W książkach takich jak „Blumen im Schnee” czy „Młody człowiek o zielonym oku” powraca wciąż do krainy dzieciństwa – wielojęzycznej, nieco absurdalnej Bukowiny.

Rezzori znakomicie pokazuje paradoksy życia prowincji imperialnej: lokalne snobizmy, drobne geopolityczne obsesje, mieszczańskie rytuały i mit „Wiednia”, który wielu znało bardziej z wyobraźni niż z realnej podróży. W jego prozie można znaleźć sceny z kawiarni w Czerniowcach, opisy dawnych urzędników, ziemian, oficerów – świat, który w czasie wojny praktycznie zniknął. Ton jest często lekki, czasem wręcz komiczny, ale pod spodem czuć świadomość nieuchronnej katastrofy.

Jurij Fedkowicz – ukraiński głos Bukowiny

Jurij Fedkowicz (1834–1888) uchodzi za jednego z ojców nowoczesnej literatury ukraińskiej na Bukowinie. Choć żył jeszcze przed „złotą erą” uniwersyteckich Czerniowców, to właśnie on został dziś patronem miejscowego uniwersytetu. Pochodził z Huculszczyzny, służył w armii austriackiej, pisywał po niemiecku i po ukraińsku (ruskim), a jego twórczość łączyła elementy romantyzmu, realizmu i lokalnego folkloru.

W prozie i poezji Fedkowicza ważne miejsce zajmują wiejskie pejzaże, huculskie obyczaje, ludowe piosenki i legendy. Czerniowce pojawiają się u niego jako stolica regionu, ale serce jego opowieści bije raczej w górach, w małych miejscowościach. Dla współczesnych czytelników jest to szansa, by zobaczyć Bukowinę „od dołu” – oczami chłopów, rekrutów, domorosłych śpiewaków, którzy do miejskich salonów zaglądają raczej z ciekawością niż z poczuciem przynależności.

Fedkowicz budował ukraiński język literacki regionu, wprowadzając do niego lokalne dialekty, idiomy, realia kulturowe. W ten sposób pokazał, że Bukowina nie jest jedynie „przedłużeniem” Wiednia czy Jass, ale ma własny ukraiński wymiar, ze specyficzną muzyką mowy i topografią.

Olha Kobylańska – pionierka nowoczesnej prozy i kobiecego spojrzenia

Olha Kobylańska (1863–1942) to jedna z najważniejszych postaci ukraińskiej literatury przełomu XIX i XX wieku, silnie związana z Czerniowcami. Pochodziła z rodziny o niemiecko-polskich korzeniach, pisała jednak po ukraińsku, świadomie wybierając ten język jako narzędzie budowania nowoczesnej kultury narodowej. Jej dom w Czerniowcach można dziś odwiedzić jako muzeum – miejsce, w którym nadal „unosi się” atmosfera sporów o rolę kobiet, sztuki i narodu.

Kobylańska wprowadziła do ukraińskiej prozy nowe tematy: samotność kobiet, konflikt między artystycznym powołaniem a społecznymi oczekiwaniami, krytykę prowincjonalnej hipokryzji. Jej bohaterki nie godzą się potulnie na narzuconą rolę, a jednocześnie są mocno zanurzone w lokalnym świecie Bukowiny – ze specyficznymi stosunkami klasowymi i etnicznymi. To nie są abstrakcyjne „postaci z tezy”, lecz bardzo konkretne mieszkanki czerniowieckich ulic, miasteczek i wsi.

Proza Kobylańskiej bywa zanurzona w nastrojowości, pełna opisów przyrody, ale pod tym nastrojem kryje się ostra jak brzytwa analiza społeczna. Czytana dziś, pozwala zobaczyć, jak w bukowińskim „laboratorium” rodziły się nie tylko nowe tożsamości narodowe, lecz także nowoczesne role płciowe i literackie.

Między językami: inni twórcy z bukowińskiego kręgu

Lista autorów związanych z Czerniowcami i Bukowiną jest długa i zaskakująco różnorodna. Wspomnieć można choćby:

  • Moses Rosenkranz – niemieckojęzycznego poetę, także o żydowskich korzeniach, którego biografia splata się z doświadczeniem wojny, emigracji i powrotu pamięcią do bukowińskiego dzieciństwa;
  • Alfreda Margul-Sperbera – poetę, tłumacza i mecenasa młodych twórców, który odegrał ważną rolę w kształtowaniu środowiska literackiego Czerniowców w okresie międzywojennym, wspierając m.in. młodego Celana;
  • Selmę Meerbaum-Eisinger – niezwykle młodą poetkę żydowską, zmarłą w obozie pracy; jej niemieckojęzyczne wiersze, pełne delikatności i melancholii, zostały odkryte dopiero po latach i dziś stanowią jeden z najbardziej poruszających głosów bukowińskiej literatury wojennej;
  • Teodora Bujnickiego i innych polskojęzycznych autorów związanych z regionem, którzy w swoich tekstach łączyli perspektywę polskiej inteligencji z doświadczeniem wielokulturowej prowincji;
  • rumuńskich pisarzy z południowej Bukowiny, takich jak Mihail Sadoveanu czy Ion Grămadă, którzy wpisywali region w rumuńską narrację narodową, pokazując go zarówno jako „prowincję mityczną”, jak i realny teren sporów społecznych.

Wojna, diaspora i powroty w literaturze

Dla wielu bukowińskich twórców II wojna światowa była nie tylko katastrofą historyczną, lecz także ogromnym trzęsieniem ziemi w życiu języka. Ludzie znikali z ulic, kawiarnie zamieniały się w punkty mobilizacji lub puste lokale, a języki, którymi jeszcze wczoraj mówiono głośno i oficjalnie, nagle stawały się językami szeptu. Literatura powojenna z tego regionu prawie zawsze nosi ślady tego pęknięcia.

W tekstach pisanych na emigracji Czerniowce często wracają jako „miasto, którego już nie ma” – miejsce zbudowane ze szczegółów pamięci: szyldu piekarni, zapachu kawy, nazw ulic, które po zmianie granic otrzymały nowe brzmienie. Autorki i autorzy przechowują dawne nazwy jak prywatny skarb, czasem używając ich obok nowych toponimów, jakby chcieli pokazać, że miasto istnieje w dwóch porządkach naraz: realnym i pamięciowym.

Diaspora bukowińska rozproszyła się po świecie: od Tel Awiwu przez Nowy Jork po Monachium. W listach, dziennikach i esejach z lat 50. i 60. powracają opowieści o „spotkaniach bukowińczyków” – ludzie, którzy kiedyś minęli się w Czerniowcach na ulicy Herrengasse, spotykają się po latach przypadkiem w kawiarni w Wiedniu czy na zebraniu literackim w USA. Te epizody trafiają do tekstów jako małe sceny rozpoznania, w których dawna Bukowina na moment odżywa.

D